Docenci i blogerzy
Opublikowane: 04/07/2011 Filed under: Uncategorized 2 Comments »
Notka niniejsza równie dobrze dotyczyć by mogła bardzo ciekawego Veltlinskiego Zelenego od Radomila Balouna, o którym zresztą kiedyś już pisałem – żeby pokazać, że Veltliner niejedną ma twarz, a jego morawskie interpretacje mogą być bardzo, bardzo ciekawe.
Rzecz jednak w tym, że Kraków to jest grajdół, każdy się tu zna z każdym, wciąż się mijamy na wąskich uliczkach, uchylając kapelusza i mamrocząc pod nosem „Uszanowanie, pani profesorowo!” albo „Dobrego dnia, docencie!” W tym kontekście wydaje się zupełnie oczywiste, że wystarczy korkiem rzucić na oślep, by trafić w innego winnego blogera. To mi się dzisiaj właśnie przydarzyło, gdy wszedłem dziś do Winomana, żeby kupić butelkę na kolejny Winny Wtorek i oznajmiłem, że po Veltlinera przychodzę, bo jest zapotrzebowanie w Narodzie – z miejsca usłyszałem, że przed chwilą była Borysa z Książki i wina i wyszła właśnie z balounowym Veltlinskim pod pachą…
Sięgnąłem więc do źródeł, to jest do Austrii. Zöhrer Grüner Veltliner Kremstal 2008 zdobi iście przerażająca etykieta, o wstrząsającym designie z dominującymi złotymi wstawkami – ta maniera bling bling zasługuje na kontrę. Na szczęście to w zasadzie jedyna wada tego wina. W nosie odnajdziemy dość zaskakujące nuty miodu i białych kwiatów, do tego mandarynki i jabłka, a ta delikatna struktura aromatyczna zbudowana jest na mineralnych, krzemiennych fundamentach. Długość średnia, ale ciało jest po rubensowsku pełne i krągłe, o dobrej, grejpfrutowej kwasowości. Prostolinijne, szczodre wino, w sam raz dla pani profesorowej, dla docenta i dla depczących sobie po piętach krakowskich blogerów.
A oto pozostali Winni Wtorkowicze i ich Grünery:

Szkoda, że zapomniałeś o Zillingerze
Oj tam oj tam