Węgier w kredensie
Opublikowane: 07/06/2011 Filed under: Uncategorized 4 Comments »Krakowski Kredens to jest marka, która budzi entuzjazm wszerz i wzdłuż ukochanej Ojczyzny oraz zgrzytanie zębów w samym Krakowie – żeruje bowiem na stereotypowym postrzeganiu Krakowa jako miasta wąsatych mieszczan w melonikach, wiecznych Dulskich, nadętych jak Zielony Balonik nałogowych nudziarzy zapatrzonych w obsrany przez muchy portret Najjaśniejszego Pana. Jeśli mitem założycielskim współczesnej Warszawy ma być Powstanie Warszawskie, w przypadku kreowanej przez Krakowski Kredens wizji mojego miasta rolę te pełnić może wyłącznie Rabacja Galicyjska, krwawa rąbanka w imię najniższych z ideałów: zysku, blasku i hajsu. Krakowski Kredens to jest almowo-mazgajowa gra na zysk, w której się krakowski mit przemienia w meat. Ale gdyby nie lecąca na łeb, na szyję jakość produktów sprzedawanych pod szyldem Kredensu, miarkowałbym się z krytyką, bo ten specyficzny klimat marki bywa rzeczywiście urzekający, a moje krakówkowe wydziwianie może być tylko dowodem na trafność spostrzeżeń kredensowych twórców…
Więc gdy przypadło w udziale wybrednej i wydziwiającej frakcji krakowskiej wybieranie win do degustowania w ramach kolejnego blogerskiego Winnego Wtorku – frakcji, nadmieńmy, składającej się z wyżej wymienionego oraz z Borysy – perwersyjny tok naszych myśli doprowadził do win sprzedawanych właśnie pod własną marką Krakowskiego Kredensu. Oczywiście, nie bez znaczenia był fakt, że wina te tworzone są przez uznawanych węgierskich producentów: tokaje kredensowe pochodzą bowiem od Patriciusa, biały Eger od Thummerera, Egri Bikaver zaś od Lajosa Gala. Te dwie ostatnie właśnie pozycje trafiły na warsztat w ten wtorek.
Forras Egri Cuvee 2009 Thummerera jest kupażem Kiralyeanki i Leanyki – da się w nim wyczuć nuty białych kwiatów, lipowe, podbite cytrusami, ale i niepokojący wątek herbaciany, mało szlachetny, szmaciany wręcz, trawiasto-zielony, z domieszką ogórków małosolnych. Usta są puste jak sala Sejmu podczas najważniejszych debat, nieczyste, trawiaste, krótkie, z landrynkowym tyłem. Bez rewelacji, niestety, w porównaniu z ogółem eleganckiego portfolio Thummerera robi to wino wrażenie wstydliwego produktu ubocznego.
Ciut lepiej rzecz ma się z Egri Bikaver 2007 od Lajosa Gala. Dość wspomnieć, że sam doktor Gal chwalił się wejściem jego byczej krwi w kredensową paletę. Oczywiście, nie ma mowy o odlotach, czterdzieści mniej-więcej złotych to jest za tę etykietę o dziesięć za dużo – ale tu jakaś owocowa uczciwość i prostota, upajająca oczywistość wolna od warzywnej, beczkowej zmuły, tak częstej w egerskich winach. Gdyby tylko korki nie wyglądały tak podejrzanie, a same wina nie balansowały na granicy korkowości…
A tak rzeczywistość niestety skrzeczy, i mniejsza o to, że akurat skrzeczy po węgiersku. Wpychać te wina proszę do kredensu , polewać, gdy wszystkim jest już wszystko jedno i udawać, że nic się nie stało.
Inni wtorkowicze w ataku:
Sstarwines — Forras Egri Cuvee

Bardzo fajna recenzja
Niedługo będę na miejscu to sprawdzę lokalnie jak sprawy się mają
A może macie coś mocno godnego polecenia w tamtych regionach?
Dzięki
Na miejscu polecam zwłaszcza St Andreę – mają świetną nowoczesną salę degustacyjną i najlepsze chyba obecnie wina w regionie (pisałem o nich na Kontretykiecie zresztą, wystarczy pogrzebać).
Oprócz tego w centrum Egeru przy bodajże Dobo utca jest winiarnia, gdzie panuje świetna atmosfera, ceny są niskie i każdego wina można spróbować na kieliszki. A w bardzie luksusowej wersji – restauracja Imola, pyszne jedzenie i doskonała karta win.
Krakowski Kredens nawet nie tyle przeszkadza mi ze względu na dulszczyznę czy inną formalinę, ale przez słabą jakość właśnie, którą tylko niniejszym tekstem potwierdziłeś. Tak btw co sądzisz (bo nigdy Cię o to nie pytałem) o winach, które można kupić w Mark&Spencer?
Najlepszego!
Kris
O, M&S-owe wina są warte uwagi, nie znam ich bardzo dobrze, ale praktycznie wszystko co kupowałem okazywało się przynajmniej dobre. Polecam zwłaszcza reprezentatywne wina z Beaujolais